|
/chat/
02
I
II
III
IV
V
VI
VII
VIII
IX
X
XI
XII
03
I
II
III
IV
V
VI
VII
VIII
IX
X
XI
XII
04
I
II
III
IV
V
VI
VII
VIII
IX
X
XI
XII
05
I
II
III
IV
V
VI
VII
VIII
IX
X
XI
XII
06
I
II
III
IV
V
VI
VII
VIII
IX
X
XI
XII
07
I
II
/cze/
/dai/
/mam/
/-/
/-/
/-/
/-/
/-/
/-/
/-/
/-/
/-/
/-/
/-/
/-/
/a/
/d/
/m/
|
3378315
|
Tesco po dziesiątej wieczorem jest pełne ludzi, ale nie jakichś dziwaków, odszczepieńców, czy czego ja tam się spodziewałem. Tesco jest pełne ludzi, którzy po drodze z pracy robią zakupy na kolację. W ciągu dnia, aktywni, efektywni, kreatywni, biegają po firmie, z nieodłączną Blackberry przy uchu, załatwiając mnóstwo spraw, umawiając się na setki spotkań. Co najciekawsze, wciąż wyglądają przy tym świetnie, jakby dopiero co wrócili z dwutygodniowych wakacji, a garnitur właśnie odebrali z pralni.
Stał przy kasie, czekając na swoją kolej, uderzając palcem w taśmę do zakupów w rytm pikania czytnika kodów kreskowych. Nie był już taki młody, taki kreatywny ani taki idealny. Miał pierwsze zmarszczki, podkrążone oczy i ślady po niedokładnym goleniu. Rozpiął kołnierzyk wygniecionej koszuli, rozluźnił krawat i poprawił plecak z laptopem, zwisający swobodnie na lewym ramieniu.
Za chwilę zapłaci złotą kartą za bagietkę, dziesięć plasterków żółtego sera, szprotki w puszce, dwa jabłka, gotową sałatkę z majonezem, tunel czystych płyt i film na wieczór, wyjęty po drodze z kosza z DVD za 19.90. W ostatniej chwili dorzuci puszkę piwa, albo butelkę niedrogiego wina. Nie kupi papierosów, bo właśnie próbuje rzucić.
Idąc na parking, wstąpi jeszcze do całodobowej apteki, wykupić leki nasenne i 2KC na weekend, a potem chwilę poogląda monitory w sklepie naprzeciwko i przez moment zastanowi się nad kupnem dekodera do telewizji wysokiej rozdzielczości. Z przyzwyczajenia zejdzie na parking schodami, zamiast zjechać windą, bo tak zdrowiej przecież. Wsiądzie do srebrnego, służbowego, kompaktowego samochodu (zresztą po co większy samochód dla jednej osoby) i ruszy z delikatnym piskiem opon, zdradzającym, wyćwiczoną w korkach, nerwowość za kierownicą.
Tak, jutro przy okazji zakupów na kolację zdecydowanie kupi ten dekoder. Monitor może też.
/28 lutego/
skomentuj (0)
W taki dzień, jak dzisiejszy bierzę się podwójną dawkę leków nasennych, łudząc się naiwnie, że jutrzejszy będzie w jakiś sposób lepszy.
/30 stycznia/
skomentuj (0)
Marta (20:12)
A gówno, literatura Pilipiuka nie jest potrzebna, tylko ludzie to debile. Trzeba ich nauczyc myślenia
Ja (20:12)
Aha, spróbuj, proszę. Uszczęśliwiaj społeczeństwo na siłę. Rób to co prawica.
MadleneX (20:12)
Zamierzam.
MadleneX (20:12)
Tylko ja jestem mądrzejsza niż prawica.
/29 stycznia/
skomentuj (0)
Naprawdę… co jest ze mną nie tak?
Dzisiaj wstałem o siódmej nad ranem. Nie o szóstej, bo pan powiedział, że raz w semestrze musimy się wyspać i mamy przyjść dopiero na dziewiątą po zaliczenie. No to przychodzę.
Widzę, że grupa stoi pod salą, to sobie usiadłem z boku i czekam. I czekam. I czekam. Przyszła Ruda Kobieta i czekamy razem. Wkurzeni trochę, bo po co wstaliśmy tak wcześnie, skoro pan i tak się spóźnia. W tym momencie pan wychodzi z sali, żegna się grzecznie i idzie sobie.
Okazało się, że grupa te zaliczenia już miała i stała sobie od tak.
Jak zawieszony jestem, skoro czekałem pół godziny na korytarzu o świcie tylko po wpis i nie przyszło mi do głowy, żeby o niego poprosić?!
Ale to nie wszystko, nie.
Inni ludzie pamiętają o rzeczach, nie zahaczają o jeszcze innych ludzi, nie potykają się i mają czyste ubrania. Ja też mam czyste. Ale w momencie, w którym założę coś na siebie, wygląda to jak psu z gardła wyjęte. Tu pobrudzone o samochód, tam jakiś popiół z papierosa jeszcze gdzieś pamiątki po głaskaniu psa… I nieważne czy jest to płaszcz za tysiąc złotych, czy sweter znaleziony na ciuchach, wygląda to na mnie, jakby było kupione dziesięć lat temu i od tego czasu właściwie nie było prane.
Wszystkie moje spodnie, nawet te nowe, mają jakieś dziwne plamy, których nie można sprać,przebarwienia, odbarwienia albo oderwane kieszenie. Mam trzy pary butów i każda, słownie każda, z nich ma jakieś dziury, pęknięcia albo przetarcia i żadna od dawna nie jest już elegancka, chociaż każde z tych butów były całkiem ładne dopóki ich nie założyłem. To nie o to chodzi, że ja się jakoś przejmuję specjalnie moim wyglądalem, ale co innego ubieranie się z wystudiowaną nonszalancją, a co innego zwykłe niechlujstwo.
Albo telefon. Kupiłem nowy i był zadbany mniej więcej w czasie trasy od furtki do jadalni, bo zaraz potem zachlapał się gumą arabską i to tak już na wieczność się zachlapał, albo notebook ma trzy miesiące a sprawia wrażenie, jakby miał dziesięć razy tyle, o samochodzie już nie wspomnę. Jeszcze w przypadku Szaraczka, to pół biedy jest tylko trochę porysowany i ma pęknięte światło z tyłu, ale w przypadku Wołgi… Wołga była duża, elegancka, wygodna, komfortowa, czarna i wcależenie taka stara. Jechałem kiedyś z Martą i w pewnym momencie wyraziła zdziwienie:
- Ale wiesz, że ten samochód wcale nie skrzypi i taki cichy jest…
- Marta, bo on ma siedem lat. Do momentu, w którym zacznie skrzypieć jeszcze trochę mu zostało.
- Ile ma?!
- No… siedem lat.
- Żartujesz! Ja myślałam, że co najmniej ze dwadzieścia!
A ja naprawdę dbałem o ten samochód.
Ciekawe, na ile ja wyglądam…
/25 stycznia/
PS: Do mojej wsi zawitała zima... Moje serce jest zachwycone odśnieżaniem.
skomentuj (1)
Moim zdaniem jest to jednak znak od opatrzności, żeby napisać książkę.
To będzie piękna rama konstrukcyjna.
/22 stycznia/
skomentuj (0)
Ja (23:32)
Nie mam pomysłu na depresyjny status, a chcę już iśc spać.
Maciek (23:32)
Np proponuję o włamaniu do Twojego samochodu.
Maciek (23:33)
Nie mam klamki, nie mam drzwi,
życie ze mnie wiecznie drwi.
Ja (23:34)
Nie, nie...
Ja (23:34)
Coś ambitniejszego musi być.
Maciek (23:34)
Jeździć muszę ciężarówką,
srebrną accord hondą nówką.
/19 stycznia/
skomentuj (0)
Mój własny, prywatny tata, jako osoba roztrzepana i żyjąca w zdecydowanym oderwaniu od rzeczywistości dysponuje dość dużą ilością uroku, co nie zmienia faktu, że potrafi doprowadzić mnie do szału.
Przykładem niech będzie zeszły czwartek. Od początku roku akademickiego chodzę w czwartki na ósmą, co skutkuje tym, że muszę wstać za kwadrans szósta, bo dojazd do cywilizacji jednak trochę czasu zajmuje. Sytuacja powtarza się co tydzień.
- Dzień dobry - mruczy nieprzytomny Bartek, z zamkniętymi jeszcze oczami robiąc sobie kawę.
- O, cześć - wykrzykuje wesoło tata w przeciwieństwie do swego pierworodnego pełny sił witalnych i władz umysłowych - po co wstałeś tak wcześnie?
- Tato, proszę cię… moje życie jest straszne, wschód słońca za dwie godziny… Dla przyjemności wstałem!!!
- Ale jak to dla przyjemności?
- Tato..! Błagam..! Jestem w stanie teraz zabić! Nie denerwuj mnie!
- Ale ja nie chcę cię denerwować, ja się tylko dziwię!
- Ty się zawsze dziwisz! Zaczynam zajęciaaa!!! O ósmej! W każdy czwartek! Dlatego wstaję!!!
- Ale to po co tak wcześnie chodzisz?
Nie zabiłem. Wróciłem do domu koło siódmej, zjadłem coś z mikrofalówki i usiadłem do komputera, żeby odrobić zaległości do pracy. Do pokoju jak burza wpada tata.
- Nie widziałeś mojej piżamy?
- Tej, której szukałeś tydzień temu?
- Tak!
- To jeszcze jej nie znalazłeś!
- No właśnie nie, nie widziałeś jej? Czekaj, może masz w szafie, zaraz sprawdzę - grozi i rusza falangą do sypialni.
- Tato, nie mam jej w szafie… Poza tym w sypialni nie ma światła, sprawdzisz jutro. Naprawdę potrzebujesz jej właśnie teraz?
- Nie - odpowiada rozbrajająco - ale chcę wiedzieć gdzie jest. Poza tym, jak to? To jeszcze nie zamontowałeś tych halogenów?
- Pytałeś o to tydzień temu…
- No ale ja się tylko dziwię! Od pół roku ich nie zamontowałeś, jak ty w ogóle możesz tak egzystować?
- Mogę, nie potrzebuję światła w sypialni, w sypialni śpię. Na tym polega moja egzystencja.
- No ja wiem, tylko się dziwię, jak tak możesz - oznajmia i rusza jednak do tej szafy.
Pogodzony z losem wstaję i człapię za nim.
- Jak wygląda ta piżama?
- No taka jasna, albo ciemna…
- Ale w jakim kolorze… Chociaż nie, to są jedyne dwa kolory, które rozróżniasz.
- ...chociaż nie - kontynuuje niezrażony tata i zabiera się za porządki w mojej szafie - taka raczej jasno ciemna jest… Taka wiesz, tu jasna, tu ciemna. O, wieszak ci się urwał.
- No… Miesiąc temu.
- Nie możesz tego przykręcić?
- Nie mam czasu… poza tym jeszcze trochę wisi…
- Ja nie wiem… jak ty tak możesz…
- Tato, mogę!
- No ale ja się tylko dziwię…
- Ale zdziwiłeś się już tydzień temu!
- No może… i dlaczego ty tego nie dokręcisz? Oraz nie, tu nie ma mojej piżamy - stwierdza ze smutkiem, pozostawiając wybebeszoną szafę.
Piżama przez cały czas leżała na półce w jego łazience.
Po godzinie zszedłem na dół na wiadomości.
- Bo słuchaj - zaczyna tata - bo musisz jechać do subaru, wziąć cenniki i umówić się na jazdę próbną, żeby sprawdzić, czy będzie mi się dobrze jeździło.
- Byłem, cenniki masz na biurku, katalog też i MNIE się dobrze jeździło, ale musisz jechać sam.
- Ale jak to?
- Tato! Ja nie wezmę odpowiedzialności za to, że kupisz samochód za ciężkie pieniądze, a potem ci się nie spodoba i to będzie moja wina!!! Tak już było z telewizorem… Kazałeś mi kupić, a teraz obraz ci pływa, ale nie, to oczywiście jest moja wina!
- Ale synku, that’s the point!!!
- Jaki chcesz kolor? - pytam pogodzony z losem.
- Czarny.
- A jak nie będzie?
- To nie wiem, wybierz taki, który mi się spodoba…
- …czyli ciemny, albo jasny - dopowiada mama znad książki - kochanie wytłumacz mi, jak to jest możliwe, że zarządzasz dwustuosobową grupą pracowników, a nie możesz zdobyć się na wykonanie stosunkowo prostych, życiowych czynności jak umówienie się na jazdę próbną?
- Bo ja mam od tego ludzi. Was moi drodzy i bardzo was kocham w związku z powyższym.
W tym momencie nasz jednooki kot, śpiący na kanapie zmienił pozycję.
- Ooo! Patrzcie!!! Tak jeszcze nie spała… - wykrzyknął z zachwytem - tak jeszcze nie spała!!! Ale słodko ma tę łapkę tak w lewo!!!
Po czym wybiega do kuchni po telefon, żeby zrobić setne zdjęcie tego wieczoru o tym, jak śpi kot. Dokładnie kadruje, robi zdjęcie po czym zamiera wpatrzony w telefon.
- Synu, zobacz, gdzie to mi się zapisało, bo ja nie mogę znaleźć…
Poza najnowszymi technologiami tata interesuje się też szeroko pojętą psychologią i życiem wewnętrznym człowieka.
- Moim zdaniem masz depresję... - oznajmił pewnego wieczoru.
- Co mam?
- ...i nerwicę natręctw. Czytałem o tym ostatnio.
/16 stycznia/
skomentuj (1)
Co kupują normalni starsi bracia siostrom na gwiazdkę? Cyjanek... Pistolet... Książkę... Płytę... Ale nie... Nie mogłem tego kupić. Nie... ja kupiłem Ipoda! W związku z czym od 4 godzin siedzę i wpisuję tytuły piosenek i wykonawców do utworów zgranych w tajemnicy z jej płyt.
Oraz wpadam symultanicznie w coraz większe przerażenie tym, czego ona słucha.
Jeszcze czterdzieści piosenek... Szlag mnie zaraz trafi.
Ale reklamy Mac'a na nagrane na płytce z instrukcją są świetne :D
/15 grudnia/
skomentuj (2)
Nie... nie...
Przecież to jest jakaś paranoja! Ja wiem, że ja może dziecko kapitalizmu jestem, rozpuszczony i przyzwyczajony do tego, że jednak klient nasz pan, ale coś tu jest nie tak.
Do fryzjera umawiałem się przez tydzień, bo nagle okazało się, że mój zwykły pan fryzjer ze zwykłego zakładu fryzjerskiego jest rozrywany.
Oczywiście, że mógłbym iść do innego, ale ten ma tę zaletę, że nigdy nie tworzy krępującej sytuacji, w której siedzę przez dziesięć minut, patrząc tępym wzrokiem w lustro i zastanawiam się, co odpowiedzieć na pytanie ‘Jak strzyżemy?', bo jakoś zawsze głupio mi mówić, że obojętnie.
Jarek przy naszym pierwszym spotkaniu spojrzał na mnie i powiedział: Wyglądasz na człowieka, który spędza przed lustrem dokładnie tyle czasu, ile trzeba na umycie zębów. Rozumiem, że chcesz włosy, które same się czeszą?
Bardzo się cieszę, że mnie rozumie.
Więc przyleciałem z wywieszonym językiem na tę 12:30 i dowiedziałem się od pani w recepcji, że mam wrócić za pół godziny, bo Jarek jest jeszcze zajęty. Poszedłem na kawę, sprawdziłem pocztę, wróciłem. Czekałem następny kwadrans, żeby się dowiedzieć, że już za dziesięć minut zostanę przyjęty.
Zaznaczam, że wciąż mi się spieszyło.
Jarek w końcu przyszedł, pełen ufności dałem się ostrzyc, upaćkać jakimś świństwem modelującym włosy (na moje krzyki, że nie, nie, ja nie lubię takich rzeczy usłyszałem: Dlaczego nie chcesz zgodzić się na to, żeby chociaż raz na dwa miesiące wyglądać, jakbyś o siebie dbał?) i, nie spojrzawszy nawet w lustro, wyleciałem z salonu.
I to był mój błąd.
Błąd odkryłem w domu, po całym dniu prezentowania społeczeństwu czegoś w rodzaju modnej płaczącej wierzby, ze zbyt długim tyłem i asymetrycznie cieniowaną grzywką na mojej własnej głowie.
I nikt mi nic nie powiedział.
Nikt!
Zadzwoniłem więc do pani recepcjonistki i zapytałem, czy mógłbym wpaść jutro, żeby ściął mi chociaż ten tył na litość boską. Pani powiedziała, że najbliższy wolny termin jest za dwa tygodnie.
- A czy ktoś inny mógłby to zrobić?
- Nie, niestety tylko Jarek może to zrobić, bo nikt nie będzie poprawiał po nim.
- Nawet jeżeli zapłacę jak za normalne strzyżenie?
- Przepraszam, a planował pan zapłacić mniej?
Nie będę chodził przez dwa tygodnie z drzewem na głowie. Sam sobie to dzisiaj obetnę.
Zobaczymy, co się stanie…
Następny był pan w Nokii. Do pana w Nokii pojechałem, ponieważ telefon, który ma od dwóch tygodni zdążył się już popsuć. Okazało się, że nie, pan nie ma pojęcia, co to jest, natomiast jest pewien, że naprawa potrwa co najmniej 21 dni. Oraz tak, oczywiście, dostanę zastępczy telefon, ale one są stare i nie powinno ich się odłączać od ładowarki, bo baterie nie wytrzymują dłużej niż kwadrans. Moja delikatna sugestia, że telefon komórkowy służy właśnie do odłączania od ładowarki została z godnością zignorowana. Oraz on może sprawdzić na poczekaniu, czy nie wystarczy wpisać takiego jednego kodu i może jak się go wpisze, to telefon się naprawi. Poczekałem. Telefon się nie naprawił. Wyleciałem jak burza z serwisu, po czym odkryłem, że z mojego telefonu znikły wszystkie kontakty, smsy, notatki, kody do kart, zdjęcia oraz inne. Stanowiąc idealną personifikację ataku furii grzecznie zapytałem pana, dlaczego, zamiast go naprawić, popsuł mój telefon jeszcze bardziej.
- Ale jak to popsułem?
- Nie wiem, jak, ale wszystko mi znikło, książka telefoniczna, smsy, wpisy do kalendarza, wszystko… i zdjęcia jeszcze.
- A, to ja nie uprzedziłem pana, że wpisanie tego kodu powoduje utratę danych? To przepraszam bardzo, mam nadzieję, że pan sobie jakoś poradzi, a teraz już muszę zamknąć, więc pan wybaczy.
Nie, nie zabiłem go.
Pojechałem do Medicoveru do onkologa i odebrać recepty dla mamy. Parking był zapełniony, pan parkingowy mnie wyrzucił, więc postanowiłem udać się na poszukiwania miejsca do parkowania w centrum Krakowa w godzinach szczytu. Znalezienie miejsca jest możliwe, pod warunkiem, że zaparkuje się w miejscu jak najbardziej niedozwolonym, zastawiając wyjazd z budowy. Budowa o szóstej i tak już nie pracuje, więc się przecież nie będą czepiać.
Z ciężką zadyszką doleciałem do recepcji, pani z miłym uśmiechem powiedziała, że już mi drukuje kartę pacjenta i proszę tutaj bardzo podejść pod gabinet numer cztery. Podszedłem. Po piętnastu minutach, gdy byłem w najciekawszym momencie raportu o polskich zakładach produkujących okna PCV w jakimś Bussines Review wyszła do mnie pani i z miłym uśmiechem zaprosiła do gabinetu. Po czym najmocniej przeprosiła, że musi wyjść na sekundkę do recepcji i na pocieszenie zaproponowała szklankę soczku. Wróciła po dwudziestu minutach, kiedy już naprawdę żałowałem, że w szklance z soczkiem nie było co najmniej pięćdziesiątki czystego spirytusu.
Po następnych dwudziestu minutach wyszedłem z gabinetu i byłem już spóźniony absolutnie wszędzie. Odebrałem recepty i udałem się do najbliższej apteki, celem zakupienia lekarstw dla mamy. Najpierw odstałem następne dwadzieścia minut w kolejce i już, już myślałem, że uda mi się kupić cholerne tabletki, kiedy to urocze dziewczę z plakietką ‘Uczę się’ zaczęło wymieniać rolkę papieru w kasie. Robiła to 12 minut. Z zegarkiem w ręce. Po czym okazało się, że nie mogę kupić lekarstw, bo terminal do płacenia kartą nie działa. Do samochodu dotarłem w momencie, w którym panowie strażnicy miejscy kończyli naklejać na szybę karteczkę ‘Uwaga – założona blokada na koła’. Najpierw chciałem zacząć wyć. Potem pożałowałem, że nie mam przy sobie broni palnej. A potem zebrałem się w sobie, podszedłem i zapytałem, o co chodzi. Panowie, zgodnie z prawdą poinformowali mnie, że z premedytacją zastawiłem bramę wyjazdową z budowy i teraz muszę zapłacić sześćset złotych mandatu oraz cztery punkty karne zostaną mi naliczone. Już chciałem zacząć ich błagać o litość, ale w porę przypomniałem sobie kodeks drogowy i, jako że w stanie pełnokrwistej furii nie byłem zdolny do błagania i szczerego podlizywania się, przeszedłem do ataku.
- A czy panowie nie powinni odholować samochodu, skoro blokuje ruch? Założenie blokady nie odblokuje ruchu. Zgodnie z kodeksem założenie blokady jest legalne tylko wtedy, kiedy nieprawidłowo zaparkowany samochód, nie utrudnia innym życia.
- Ale…
- Więc właściwie nie mogą panowie mi dać mandatu, dlaczego nie odholowali panowie samochodu?
- Bo laweta była już obłożona więc…
- Więc nie dość tego, że nielegalnie panowie założyli blokadę, to jeszcze odstąpili od obowiązków służbowych polegających na odblokowaniu ruchu. Właściwie można o tym donieść przełożonym, a wie pan… - powiedziałem wskazując na identyfikator z radia przyklejony za szybą – tak się składa, że ja jestem dziennikarzem…
- A jedź już pan w cholerę!!!
Potem uniknąłem zabicia pani kasjerki na BP w czasie kupowania papierosów i jestem już bezpiecznie w domu, gdzie nic nikomu nie mogę zrobić.
To znaczy… yyy… udało mi się niechcący podeptać kota.
/13 grudnia/
PS: Na deser Maciek na gadu gadu…
Maciek (19:46)
potrzbeuje dobrych antydepresantow
Maciek (19:46)
jakie polecasz?
Ja chyba naprawdę muszę źle wyglądać…
PPS: Strona Apple.pl przestała dzialać w momencie, w którym zamówiłem ipoda dla siostry na gwiazdkę. Oczywiście nie przyszedł. I pewnie przed świętami już nie przyjdzie. Mógłym pojechać do sklepu Apple'a, ale skąd mam wiedzieć, czy uda mi się anulować zamówienie przez internet. Mógłbym wiedzieć na przykład dzwoniąc do infolinii. Ale numer do infolinii jest oczywiście na stronie, która nie działa.
skomentuj (2)
AKT I
SCENA I
Act.: Tato,tato! Ja w ogóle nie zdawałem sobie sprawy z tego, jak istotne znaczenie dla mojego życia towarzyskiego mają wizyty u weterynarza!!! Od dzisiaj tylko ja będę jeździł z kotami na szczepienia! Udało mi się poderwać trzy dziewczyny na jednookiego kota, w tym jedną prześliczną. W ogóle była zachwycona, że jestem taki miłym facetem, bo ktoś inny to na pewno takiego jednookiego kota by nie chciał, a przecież jednooki kot też zasługuje na miłość i w ogóle...
Tata: Rozumiem, że w narracji o tym, że jesteś wspaniały starannie ominąłeś fragmenty swojej biografii, w których zamierzasz kota uśmiercić, bo ci narobił pod drzwiami?
Act. (z entuzjazmem): Oczywiście! Dzięki temu odwiozłem ją do domu i dostałem numer telefonu, gdybym 'potrzebował jakiejś rady w opiece nad kotem'!!!
Tata (ze śmiertelnie poważnym wyrazem twarzy): Hmmm... Czy ta dziewczyna również jest jednooka?
KURTYNA
(opada tryumfalnie)
/12 gdudnia/
skomentuj (0)
Hit tygodnia?
Otóż argumentem, który przekonał pana tatę do zakupu nowego telewizora nie było to, że stary ma dziesięć lat, że jest za mały do tego pokoju, wreszcie, że jest po prostu popsuty i co rano trzeba uderzać w niego co najmniej dziesięć minut, żeby pojawił się w końcu TVN 24. Nie. Pana tatę przekonała go informacja, że nowe modele zużywają trzy razy mniej prądu, zatem są bardziej przyjazne dla środowiska. W związku z czym zostałem wysłany do sklepu celem nabycia odpowiedniego odbiornika. Właściwie nie wiem, co myślałem, jadąc do sklepu swoim samochodem. Najprawdopodobniej nic, bo jasne było, że nowy telewizor w żaden sposób się do niego nie zmieści, ale miałem najwyraźniej zaćmienie umysłu, które dziwnym zbiegiem okoliczności minęło, kiedy w strugach ulewnego deszczu razem z panem sprzedawcą usiłowaliśmy na wszelkie sposoby upchnąć wielkie pudło w małym samochodzie, nie weszło ani do bagażnika, ani na tylne siedzenie. Poinformowałem więc pana, że wobec niemożności pokonania praw fizyki przyjadę za godzinę kombi i do kombi powinien się zmieścić. Telewizor, nie pan. Pan popatrzył na mnie jak na rozpieszczonego gówniarza, który ma do dyspozycji tyle samochodów, ile tylko sobie życzy. Nie można mu odmówić racji całkowicie, ponieważ za pomocą kombi pojechałem w sobotę do pracy, skuszony szansą na wykorzystanie luksusu w postaci działającego ogrzewania. Jak wiadomo, wszelkie wygodnictwo ma swoje złe konsekwencje i w po powrocie ze sklepu w niedzielę odkryłem, że są samochody, w których należy wyłączać światła. W Szaraczku światła wyłączają się same po wyjęciu kluczyków ze stacyjki. W kombi natomiast przestały świecić dopiero w nocy z soboty na niedzielę. Jasne zatem jest, że silnik nie odpalił, więc (wciąż w strugach ulewnego deszczu) musiałem przez pół godziny uruchamiać tę krowę na kablach i całą drogę powrotną do sklepu z telewizorami koncentrowałem się intensywnie nad tym, żeby nie zdusić silnika, bo nie dość tego, że nie zdążę do sklepu, bo za kwadrans zamykają to jeszcze utknę tak i zostanę do końca świata w samochodzie na środku szosy.
Bez ogrzewania.
Kombi zostawiłem pod sklepem, bardzo odpowiedzialnie, na silniku, wszedłem do środka, wziąłem ze sobą pana i telewizor, po czym udowodniłem mu, że jestem kretynem. Telewizor oczywiście do bagażnika się nie zmieścił i nawet mnie dziwi, że już wtedy jakoś nie zaświtała mi myśl, że może kupiłem nieco za duży, natomiast ja oczywiście nie umiałem złożyć siedzeń. Gdy już niemal pogodziłem się z perspektywą obwiązania tego wszystkiego porządnym sznurkiem i powrotu do domu (wciąż w strugach deszczu) z otwartym bagażnikiem udało mi się coś odłamać i siedzenia się złożyły. Niestety, teraz nie można ich podnieść z powrotem.
Zakup po powrocie do domu został oczywiście skrytykowany jako nieodpowiedzialny, za duży, oraz trudny w obsłudze. Na delikatną sugestię, że rodzina sama mogła się pofatygować i wybrać coś, co jej odpowiada odpowiedziała głucha, złowieszcza, pełna śmiertelnej obrazy cisza.
A. który otrzymywał smsami raporty z przedsięwzięcia w czasie rzeczywistym, wyraził pewność, że musiałem być drugim klientem po NBC 4, który kupił stucalowy telewizor, bo każdy inny do naszego samochodu by się zmieścił. Co on tam wie, zwłaszcza, że usiłował zasugerować wymontowanie drzwi na taras, bo na pewno inaczej nie uda się tego wnieść do środka.
Na koniec nudnej, chaotycznej notki smaczek językowy. Mamunia uzależniła się od Desperate Housewives i po obejrzanym pierwszym sezonie zażądała ściągnięcia napisów do serialu, bo ona jednak jej zdaniem nie zna angielskiego na tyle, żeby w tym języku oglądać amerykańską produkcję o kurach domowych.
Jak więc przetłumaczono wyrażenie:
‘I was making more than you, when I was working’?
Robiłam więcej niż ty, jak pracowałam… Smaczków jest więcej, a napisy nie żadne amatorskie, tylko zripowane z płyty DVD.
/12 grudnia/
skomentuj (0)
Sweet love.
Tasty blood.
Moja ulubiona Pani P. mówi rzeczy, które coraz bardziej mnie przerażają.
Ma rację, ale wcale nie jestem pewien, czy chcę to wiedzieć. Niby to pomaga, taka wiedza, tylko pytanie, w czym? Wiem i co? Co z tym zrobię? Co to zmieni?
Wygląda na to, że cała ta patologiczna relacja z X. jest dla mnie po prostu wygodna. W dodatku idealnie kopiuje te relacje, które miałem i chyba wciąż mam w domu. Czyli znów jestem na niewłaściwym miejscu, nie w tej roli, w której powinienem być i tylko osoba, w stosunku do której moja pozycja jest w taki sposób określana, jest inna.
OK., miałem spieprzone dzieciństwo, to prawda. Tylko co mam teraz z tym zrobić? Po co sobie to uświadamiałem? Co? Mam pójść do matki, do ojca i wykrzyczeć im w twarz, co wyście zrobili? Właściwie nie powinniście byli nigdy mnie mieć, bo tak by było lepiej? Zwłaszcza dla mnie?!
Wracając do X. po krótkim czasie ograniczenia kontaktów, znów spotykamy się często, wysyłamy sobie smsy i tak dalej. I znów jest tak pięknie. Przez te poprzednie dwa miesiące, gdy próbowałem się od X. oddalić było mi z tym dobrze.
Ale teraz jest mi lepiej.
Hubert powiedział, że do końca życia będę już tak miał, że wciąż to, co czuję do X. będzie najważniejsze, a wszelkie przelotne znajomości będę traktował po macoszemu. I, kiedy on w wieku trzydziestu trzech lat będzie odbierał osiemnastą Telekamerę, ja będę wkraczał w nowy etap mojego życia.
Pozagrobowy.
Bo może dopiero wtedy sobie uświadomię sobie, ile czasu zmarnowałem, ile czasu poświęciłem bez szans na wzajemność… Coś w tym jest. Ale ja się nie potrafię od tego uwolnić. Nie potrafiłbym, tego obawiam się najbardziej, bez tego żyć. Sytuacja jest tym gorsza, a paradoksalnie wygodniejsza, że z X. jest jak wtedy, gdy się poznaliśmy. Tylko, że teraz nie mam tej głupiej nadziei.
Czyżby?
W związku z tym postanowiłem napisać reportaż o prosektoriach.
/7 grudnia/
skomentuj (0)
...piąty. Jest jakaś impreza w naszym domu, jeszcze w Krakowie. Salon jest jeszcze większy niż w rzeczywistości i posiada jońskie kolumienki na przepierzeniach. Wygląda to obrzydliwie. Siedzę na kanapie obok Elżbiety, za nią Magda. Na sofie, stojącej pod oknem, prostopadle do naszej kanapy leży X. Na przeciwko nas siedzą cztery identyczne dziewczyny. Magda pyta, czy to jest ten nasz poprzedni dom i jak to jest możliwe, że byliśmy w stanie żyć w tak tandetnym otoczeniu. Elżbieta nagle jej przerywa i śpiewa cicho w przestrzeń.
Jak możesz nie wiedzieć, że
on tak strasznie kocha Cię
Jestem przerażony. Usiłuję powstrzymać Elżbietę, ale nie mogę. Piosenka ma dalszą część, przypomina jakiś nieartykułowany bełkot.
Każda z czterech dziewczyn, siedzących na przeciwko nas myśli, że chodzi o nią.
Są bardzo zaskoczone.
Znów budzi mnie telefon.
Te sny poza tym, że są żałosne, stają się groteskowe. Przerażająco groteskowe.
/14 listopada/
skomentuj (1)
Ktoś sobie ze mnie ewidentnie robi jaja.
Nie podoba mi się to.
Nie mam tak wysublimowanego poczucia humoru.
Od czterech dni noc w noc śni mi się X. I to wcale nie są przyjemne sny. To znaczy dzisiaj w nocy zostałem pocałowany w policzek. Przez co rano wstałem jeszcze bardziej wkurwiony.
Trzy poprzednie były straszne. Jakieś koszmary, jakieś budzenie się w nocy, jakaś niemożność złapania oddechu, jakiś dziwny stan.
Pierwszy. Siedzimy z X. na kanapie w jakimś mieszkaniu, oglądając coś w telewizji, przerzucając kanały. Nagle widać, że ktoś chce wejść, wiemy, że to są moi rodzice. X. wstaje, żeby nie siedzieć obok mnie, jak wejdą.
Drugi. Jesteśmy u X. w domu. Nasi rodzice jedzą kolację, spożywają alkohol oraz świetnie się bawią. Ja siedzę sam u X. w pokoju, czytając książkę. Przez cały wieczór X. mnie ignoruje, nie chce zamienić ze mną ani słowa.
Trzeci. Gdzieś z X. siedzimy, ja niechcący się nachylam. X. zrywa się, krzycząc, że co ja sobie, kurwa myślę, czy nie widzę, jak to wygląda, jak ludzie na nas patrzą. Usiłuję protestować, podejść, coś wyjaśnić. Nie słucha, odpycha mnie.
Czwarty. Jedziemy z X. na północ. Żeby nie jechać ciągiem nad morze zatrzymujemy się na noc u mojej babci. Babcia przygotowuje dla nas kolację. X. mówi, żeby odpoczęła, i my zrobimy sałatkę z łososia. Wchodzimy do jej mikroskopijnej kuchni. Jest tak strasznie brudno, że żeby zrobić miejsca na blacie, muszę oskrobywać go nożem z resztek jedzenia. X. stoi w rogu przy lodówce, uśmiechając się kpiąco w reakcji na wyrazy mojego zażenowania i mówi, że musi chyba zrobić zdjęcia i pokazać je inteligentnym ludziom. Potem X. coś robi przy blacie i każe mi wyjmować różne rzeczy z lodówki. W końcu mówi 'Wyjmij suszonego piotrka'. Szukam go wśród warzyw, nie mogę odróżnić od marchewski, selera, pietruszki. Wyjmuję w końcu całą, pomarańczową siatkę z warzywami i podaję X., mówiąc, że nie mogę znaleźć.
Po chwili okazuje się, że jesteśmy w pokoju gościnnym. X. mi za coś dziękuje i po chwili wahania tak uroczo cmoka w policzek. W tym jednym momencie jestem szczęśliwy. Budzi mnie telefon. Dzień mam zmarnowany, już to wiem.
Nie wiem natomiast, czemu tak bardzo zależy mi na tej znajomości, skoro wiem, że i tak z tego nic nie będzie. Może z przyzwyczajenia. Raczej ze strachu, jak wyjaśnić nagłe zerwanie, czy ochłodzenie kontaktów. Przecież się nawzajem niemal uwielbiamy, jaki inny powód podać poza prawdą? Jestem zbyt dużym tchórzem na powiedzenie prawdy.
Myślałem, że to już przeszło. Że udało mi się z tego wyrwać. I wciąż tak uważam. Może to jakiś rodzaj podświadomego, żałosnego pożegnania. Wszakże X. w trzech z tych snów sprawia, że jest mi przykro i tak bardzo smutno, że się budzę...
Mówiono mi zawsze, że żeby pisać należy mieć jakieś życiowe doświadczenie. Tekst, który miał być wydany trzy lata temu obfitował w życiowe doświadczenie. Właściwie nawet niewiele musiałem tam ubarwiać. Raczej usystematyzować.
I to było za mało.
Teraz oprócz życiowego dysponuję również - nie jakimś imponującym, ale jednak - doświadczeniem emocjonalnym.
Trzy lata temu kupiłem laptopa tylko po to, żeby napisać tamten tekst. Udało się.
Dwa tygodnie temu kupiłem nowego.
Może czas przeżyć ostatni rozdział planowanej książki i ją w końcu napisać.
Notatki mam bardzo szczegółowe.
/13 listopada/
skomentuj (0)
MOC 4,0 KW
SILNIK SPALINOWY BENZYNA
DLUGOSC 6 M
SREDNICA 45 mm
WIBRATOR MA 1 ROK GWARANCJI
TEL. 512 800 162
PODANA CENA JEST CENA BRUTTO
WYSTAWIAM FAKTURE VAT
Magia Allegro...
/13 listopada/
skomentuj (0)
Nie da się ukryć, że fantastyczny pomysł nagrania Składanki Wszechczasów ze 111 najsmutniejszych piosenek świata (tak, stu jedenastu - nowy samochód jest fajny tylko pod jednym względem, ma radio odtwarzające mp3) nie wydaje się teraz tak fantastyczny, jak w chwili jego powstania. Mieszanka kawałków Coldplay, Radiohead, Skin, Bjork, Portishead i innych Ev (Ev?) Cassidy wprowadziła mnie w stan doła totalnego, w czym z szatańskim chichotem pomagała perspektywa wizyty u kardiologa celem wysłuchania Wyroku. Dół polegał na tym, że nikt mnie nie lubi, nikomu nie jestem potrzebny oraz w ogóle życie jest beznadziejne, a na końcu posunąłem się nawet do oczekiwania na sms od Byłej Miłości Wszechczasów. Na szczęście drgnienie sentymentu zniknęło tak szybko, jak się pojawiło.
Oprócz Składanki Wszechczasów, Byłej Miłości Wszechczasów dysponuję również w sporym zakresie Katarem Wszechczasów i Kaszlem Wszechczasów Z Głębi Siebie. Całą środę spędziłem w domu. I ja nie mogę, nie mogę po prostu nie mogę. Ja tu wariuję! Ja muszę coś robić, mnie roznosi, mnie w ogóle wszystko!!! Zrobiłem porządek w płytach, w archiwum programu, zainstalowałem system od nowa w jednym komputerze, drugi jest całkowicie nowy, więc naprawdę nie ma sensu robić reinstalacji po tygodniu używania, przeczytałem książkę, zaległe tygodniki z Gościem Niedzielnym włącznie, przejrzałem dyski, zrobiłem na nich porządek, wywalając połowę plików i pozgrywałem filmy na DVD, skutkiem czego mój dysk znów ma dwieście gigabajtów, zapisałem się na wszystkie fora, znajdujące się w internecie, zmieniłem profile na wszelkich stronach, na których mam jakiekolwiek profile, obejrzałem Supernianię, Paszport do Paryża z bliźniaczkami Olsen na TVN oraz biografię Paris Hilton na TVN Style, następnie dwukrotnie ten sam odcinek Top Gear na TVN Turbo, a potem popsuł się telewizor.
Chcę coś robić, chcę do pracy, chce na zajęcia, chcę wyjść z domu!!! Dzisiejsza wizyta u lekarza miała tę zaletę, że dowiedziawszy się, że mam galopujące nadciśnienie, ale mam się nie martwić, bo wylew mi jeszcze nie grozi, a jak zacznie to zostanę poinformowany smsem, mogłem sobie kupić w drodze powrotnej dwie paczki mocnych Lucky Strike'ów.
Jest 19:40, w tle wyje Eva Cassidy, na przemian z falsetującym Brianem Molko, a ja podskakuję na łóźku pod kołdrą i tak strasznie chcę znów zdobywać świat.
Tylko tak strasznie nie mam siły...
/2 października/
skomentuj (2)
Siedzę od godziny w Cafe Gołębia 3. Zrobiłem już wszystko. Przygotowałem newsy do pracy, wypaliłem 10 papierosów, wypiłem dwie kawy i malowniczo pokryłem cały stolik intensywnie zużytymi chusteczkami do nosa.
Mam katar wszechczasów. Znów.
(ale tydzień byłem zdrowy, to coś)
I temperaturę.
I największym rarytasem świata wydaje mi się teraz sałatka z gripexu, cirrusu, ibufenu w sosie czosnkowo - cytrynowym z paroma kroplami acataru dla smaku. W związku z czym pożeram kanapkę z kurą. Tak właśnie, nie z kurczakiem, lecz kurą. Kurą zmieloną na miał. Co najmniej trzykrotnie wędzoną, by zabić nieprzyjemny posmak w ciągu ostatnich trzech lat jej życia po śmierci.
I holtera znów, bo ten założony tydzień temu został rozmontowany. Co piętnaście minut urywa mi rękę i sądzę, że jutro będzie trzeba ją amputować. Chyba nie mam już czucia. Prawie jak wtedy, kiedy skosiłem cały trawnik we wstrząsie po lekarstwach, na które byłem uczulony i musiałem osobno zamykać prawą i lewą powiekę, bo mi sparaliżowało prawą stronę.
Muszę wyzdrowieć do środy, bo w czwartek wyjeżdżam w góry z ludźmi, których nie znam, ale przecież jestem teraz prospołeczny i na pewno się zaprzyjaźnimy, tak. To znaczy, jeśli wyląduję w szpitalu na grypę i umrę, jak pociesza Piotrek, to wtedy się nie zaprzyjaźnimy na pewno, bo przeze mnie nie pojadą, nie zmieszczą się w jednym samochodzie.
No.
I będę samotny tam w piekle. Chyba, że zaprzyjaźnię się z babcią Phoebe.
A wczoraj była guy's night out&in. Po koncercie w Daisy A. i M. nocowali u mnie. Najpierw piliśmy wódkę i analizowaliśmy zaciekle M. To znaczy ja i A. piliśmy wódkę, bo M. jakieśtam piwo. Może dlatego, że był analizowany. Potem piliśmy wódkę - to znaczy ja i A. piliśmy wódkę, bo M. w ogóle przestał pić (trauma po zanalizowaniu?)- i jako męscy mężczyźni postanowiliśmy obejrzeć jakiś brutalny film akcji z pościgami karabinami i rozwalonymi, zakrwawionymi mordami. Po dłuższych poszukiwaniach w stosie płyt wybraliśmy w związku z tym Sex And The City, uprzednio pobiwszy się o różowego pluszaka, z którym każdy chciał spać. Najbardziej M. Może ze względu na jego turkusowy samochód.
Jestem wrakiem człowieka dzisiaj. Muszę wyzdrowieć muszę, muszę, muszę! Muszę jechać w te góry i zaliczyć ten trzydniowy ciąg alkoholowy. To tak, dla zdrowia psychicznego. Oraz nie mogę usnąć bez minimum dwóch tabletek nasennych.
/30 października/
PS: Wyrażenie 'Samotność we dwoje' zaczyna nabierać nowego znaczenia.
PPS: A w tle wciąż gra koncertowy Clapton. Lubię tę knajpę.
skomentuj (0)
Jednak jazz na żywo brzmi inaczej niż z najlepszego nawet sprzętu.
Zwłaszcza w takim miejscu.
Z takim klimatem.
Stęskniłem się za tym.

/29 października/
skomentuj (0)
22:49 Bartek wraca do domu.
Tata: Z kim spałeś?
Bartek: Nie spałem, co to w ogóle za pytania?!
Tata: Synu, masz rozczochrane włosy i koszulę wywleczoną ze spodni. Ja natomiast mam czterdzieści jeden lat oraz nie jestem idiotą.
Po chwili.
Tata (przychodzi do pokoju): Słuchaj, bo pamiętasz, jak do ciebie dzwoniłem, że musisz wracać, bo ten... No wiesz, czemu.
Bartek (zgryźliwie): Wiem. Pamiętam.
Tata: Bo tego... jeśli wam... tobie... Yyy... No w każdym razie jeśli w czymś przeszkodziłem, to przepraszam bardzo, to niechcący było.
/24 października/
skomentuj (0)
oh, happy day...
Same przeyjemności.
Naprawdę.
Umierający na raka pies, który wciąż jednak waży pięćdziesiąt kilo, co czuję za każdym razem, jak go wnoszę i wynosze do ogródka.
Matka, która właśnie zasłabła, tracąc niemalprzytomność, ratująca psa z obłędem w oczach, ograniczając swoje funkcje życiowe do palenia papierosów i picia kawy.
Wciąż nieułożony plan zajęć, na które i tak nie chodzę.
Zniedołężniały kompletnie dziadek, który ledwo chodzi, a jak już chodzi to i tak nigdzie nie może trafić nawet do swojego pokoju.
Ojciec w wiecznej delegacji, dobrotliwie interesujący się sprawami przyziemnymi przez telefon.
Mój kardiolog i moje potężne nadciśnienie, które sobie wyhodowałem ostatnimi czasy trochę spędzają mi sen z oczu.
Sen, którego właściwie zbyt często nie doświadczam, a jeśli to w ilościach nie większych niż 4, 5 godzin na dobę, w związku z tym również funkcje życiowe ograniczam do picia kawy i palenia.
A na deser dojrzewająca siostra, która uważa, że to ona jest gwoździem programu i jak to jest możliwe, że nie jest najważniejsza na świecie.
Sytuację ratuje właściwie tylko Pani Kazia, która krąży wokół nas jak ten dobry duszek i jest ostoją domu, czasem przywozi jakiś obiad oraz a dziś nawet odgruzowała mój strych, za co jej będę dozgonnie wdzięczny.
Chcę odpocząć.
Chcę spać.
Spokój chcę.
/19 października /
skomentuj (0)
Varia
Aga (21:00)
Zdurniałeś?!
Aga (21:00)
Nie wiesz co tracisz - niemoralność jest super!!
Aga (21:00)
Zaufaj mi, wiem co mówię...
Aga (21:00)
:D:D:D:D
Aga (21:00)
Chrzań konwenanse!
Aga (21:00)
Odpuść sobie świętość!!!
Aga (21:01)
Idź na całość!!!
Aga (21:01)
Wybierz klatkę z papugą!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Ja (22:01)
Jesten złym człowiekiem.
Aga (22:01)
Nie, jesteś cynicznym chamem.
Nadto:
Wchodzę do kuchni.
- Jesteś?
- ...
- A, nie ma cię, to dobrze, bo słuchaj obudź mnie o ósmej.
Po kwadransie uświadamiam sobie, co zrobiłem.
Postanawiam popełnić samobójstwo.
/15 października/
skomentuj (0)
Kraków, 15 września 2006
Podziwiam Cię za to, że jesteś w stanie zatrzymać się nad czymś przyjemnym, czymś pięknym co Cię w ciągu dnia spotkało i za to, że dajesz sobie chwilę na delektowanie się tym, na pomyślenie nad tym.
Ja tak nie potrafię. Chyba zatraciłem tę umiejętność.
W biegu, w nerwach, w problemach, które jakoś się piętrzą ostatnio – nie widzę, że w sumie jest, co podziwiać i czym się cieszyć na tym świecie, w tym kraju i w moim życiu /niezależnie od tego, jak patetycznie to brzmi/.
Nie widzę, że ogród jest ładny, widzę, że trzeba skosić trawę i przesadzić jakiś krzew.
Nie widzę, że rozmowa, spotkanie z kimś może być po prostu miłe i można je kontemplować, widzę, że tak naprawdę moje kontakty z ludźmi wchodzą w jakieś patologiczne obszary, że oczekujemy zupełnie innych rzeczy, a w ogóle to nie mam czasu.
Zapomniałem już, jak bardzo lubię swoją pracę, pamiętam tylko, że mam wiele spotkań, wiele do zrobienia i w dodatku na antenie muszę być wesoły i optymistyczny i kiedyś pewnie dostanę za to Oscara.
Nie pamiętam już, kiedy ostatnio prowadziłem z przyjemnością. Kiedyś to uwielbiałem. Teraz myślę tylko nad tym, jak wyrwać się z korka, jak ominąć jakiś zator, jak możliwie szybko dojechać na miejsce. Kolejne rysy, wgniecenia, zadrapania na samochodzie, który kiedyś traktowałem niemal jak członka rodziny przestają robić na mnie jakiekolwiek wrażenie.
Kiedyś uwielbiałem delektować się muzyką, wyłapywać niuanse, drgnienia, dlatego wszystkie posiadane pieniądze wydawałem na możliwie dobrej jakości sprzęt. Mogłem siedzieć godzinami i słuchać jak świetnie wpasowuje się w klimat jednego z utworów Sigur Rós harmonijka ustna, porównywać czy zegary w Time /Kamandy Pinka Flojda jak kiedyś przedstawiono to w Rosji/ brzmią lepiej z kompaktu, czy z płyty winylowej. Albo czy fortepian z Rachmaninowem ma ładniejszą barwę pod palcami Volodosa czy innego pianisty. Teraz... teraz ważne jest, żeby było jak najgłośniej, jak najostrzej, i jak najagresywniej, żebym przez te 45 minut spędzane w samochodzie między pracą a domem, albo uczelnią a domem mógł się uspokoić, wyciszyć i wyżyć. Spaliłem głośniki w samochodzie. Kupiłem mocniejsze.
Wychuchana, wypieszczona, skonfigurowana najlepiej jak na moje niezbyt imponujące możliwości finansowe wieża stoi i się kurzy, bo po powrocie do domu nawet nie mam ochoty włączać czegokolwiek. Złamał mi się kabel łączący odtwarzacz ze wzmacniaczem. Kiedyś oddałbym go natychmiast do naprawy. Teraz podłączyłem zwykłym standardowym chinchem.
Trochę smutne, nie? 21 lat i jakiś taki zgorzkniały.
Dlatego podziwiam Ciebie.
I mimo obrazu nieco zadymionego, chyba jednak nie jestem totalnym ponurakiem, wiecznie się nad sobą użalającym... nie, nie...
Pozdrawiam i życzę zdrowia.
skomentuj (0)
Kurrrrrrrrrrrrrrrrwaaaaaaaaa...
Wiecznie wszyscy wszystkiego ode mnie wymagają.
Wiecznie ktoś czegoś ode mnie oczekuje.
Wiecznie muszę spełniać jakieś zobowiązania wobec innych i wobec kurwa siebie.
Wiecznie coś!!!
Ja chce mieć przez jakiś czas, nie jakoś długo, żeby nikt ode mnie niczego nie wymagał, żebym sobie pożył na luzie, bez wiecznej świadomości, że coś nade mną wisi i patrzy.
Żebym ja od siebie niczego nie wymagał. I w końcu zaczął się zajmować sobą, a nie wszystkimi dookoła.
/25 kwietnia/
skomentuj (5)
Smelly cat, smelly cat...
Why are they feedin' you...
/30 marca/
skomentuj (22)
Właśnie udało mi się umieścić spinkę dokładnie po środku łańcuszka złożonego ze srebrnych kuleczek!
How cool is that?!?!?!
/26 marca/ (1:24)
skomentuj (1)
A teraz dajcie mi wódki.
/25 marca/
skomentuj (2)
Plan na wieczór:
Friends
Wielka pizza z potrójnym serem
Lody
Moje wrzody żołądka już podskakują z radości. Czuję to.
/25 marca/
skomentuj (0)
... i Bonnie Tyler.
/24 marca/
skomentuj (0)
Weekend.
Nic nie wyszło.
Mam dużo Stereophonics.
Dużo. Dużo. Dużo.
Pięć dni przerwy.
Dziś trzy.
W niedzielę pięć.
Mam dużo Stereophonics.
Zbyt.
/24 marca/
skomentuj (0)
here it comes again
like the first time again
I can't sleep
I watch the rain
but I'm happy again
how can this be
why did this feeling
creep on up on me
I can't be sure
you never can
but the signs I know
where does it come from
where does it go
why does it kill you
painful and slow
I'm out of the fire
I'm into your home
I wanna feel you feel you feel you
feel you again
it makes you a cheat
it makes you a liar
step out of the fire
it gives a spring in the step
smile on the face
sing like a bird
ya running the race again
what makes you bad
makes you feel much better
than you ever can
you can't touch it see it breathe it
feel it's all you can
it makes the world go round
it makes you homeward bound
it makes you want it more
you look around every corner
to see if theres more around
you wanna take it all its never quite enough
you know ya need it all
you wanna feel it feel it feel it feel it again
it'll kill you in the end
but not to have it
you haven't lived
it will break you
make you
take you
hate you again
from me to you
from you to me
look out your window
and you will feel it feel it feel it feel it more
here it comes again
that feeling again
I cant sleep
sit and watch the rain
again watch the rain
/24 marca/
skomentuj (0)
|